
Los odrzańskiego muzeum techniki we Wrocławiu zawisł na włosku. Zabytkowe statki przycumowane przy Politechnice Wrocławskiej muszą opuścić to miejsce z powodu remontu nabrzeża. Jednostki w tak dużym mieście jak Wrocław, nie mają się gdzie podziać na Odrze
, a powrotu pod Politechnikę Wrocławską nikt im dziś nie gwarantuje. Dlatego szef fundacji prowadzącej muzeum stawia wszystko na jedną kartę i mówi: Nie ruszę się stąd!
Nie ruszy się nawet o metr!
Jednostki muzeum zajmują tzw. awanport, czyli teren przy Odrze vis-a-vis głównego gmachu Politechniki Wrocławskiej. Obecnie uczelnia remontuje w tym miejscu nabrzeże. Prace mają trwać do maja, ale pojawił się problem z fragmentem przy muzealnych statkach. Część prac trzeba wykonać z wody i statki powinny się odsunąć od brzegu. Politechnika prosiła o to przedstawicieli muzeum, jednak wodniacy nie chcą o tym słyszeć. Prof. Stanisław Januszewski szefujący muzeum twierdzi, że to będzie koniec tej placówki. Miłośnik odrzańskiej żeglugi tłumaczy, że dopóki nie będzie miał pisemnego zapewniania o tym, że będzie mógł tam wrócić, nie ruszy się z miejsca, które zajmuje, choćby o metr. – To uniemożliwi prace przy remoncie nabrzeża w tym miejscu – przyznaje Agnieszka Niczewska, rzeczniczka Politechniki Wrocławskiej. – Liczymy na to, że przedstawiciele fundacji zmienią zdanie, bo my prowadzimy swoje prace zgodnie z prawem i wszystkimi wymaganymi pozwoleniami – dodaje Agnieszka Niczewska.
Śmierć w porcie węglowym
Skąd tak nieugięta postawa miłośników odrzańskich zabytków? – Zaproponowano nam przemieszczenie się do dawnego portu węglowego powyżej ujścia rzeki Oławy – tłumaczy prof. Januszewski. – Miejsce bardzo atrakcyjne, ale pozbawione infrastruktury koniecznej dla bezpiecznego cumowania naszych jednostek, nie mówiąc już o komfortowym dostępie dla osób zwiedzających – dodaje. Zdaniem szefa fundacji dostosowanie tego miejsca do działalności muzeum kosztowałoby zarządcę terenu (gminę Wrocław) ok. 300 tys. złotych.
Jego zdaniem zainwestowanie takiej kwoty w krótkim czasie nie jest możliwe, bo fundacja dopiero co zakończyła kompleksowy remont zabytkowej barki dofinansowany przez gminę Wrocław kwotą blisko 400 tys. złotych. To właśnie tutaj od marca mają ruszyć zajęcia dla najmłodszych wrocławian w ramach akcji „Szkoła w mieście”. Dla dzieci z podstawówek i gimnazjów przygotowano mnóstwo atrakcji. Teraz wszystko stanęło pod znakiem zapytania, bo tak naprawdę nikogo poza ludźmi fundacji nie interesuje los pływających zabytków, a statki nie mają się gdzie podziać.
Jego zdaniem zainwestowanie takiej kwoty w krótkim czasie nie jest możliwe, bo fundacja dopiero co zakończyła kompleksowy remont zabytkowej barki dofinansowany przez gminę Wrocław kwotą blisko 400 tys. złotych. To właśnie tutaj od marca mają ruszyć zajęcia dla najmłodszych wrocławian w ramach akcji „Szkoła w mieście”. Dla dzieci z podstawówek i gimnazjów przygotowano mnóstwo atrakcji. Teraz wszystko stanęło pod znakiem zapytania, bo tak naprawdę nikogo poza ludźmi fundacji nie interesuje los pływających zabytków, a statki nie mają się gdzie podziać.
Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej we Wrocławiu przekazał teren awanportu Politechnice Wrocławskiej. Od uczelni muzeum nie dostało żadnej gwarancji o możliwości powrotu w to miejsce po zakończeniu remontu. Na wizualizacjach nabrzeża nie ma śladu po muzeum. – Holendrzy dawali za nasz statek majątek, gdybym zgłosił się do Berlina, od razu dostałbym miejsce do cumowania i wsparcie takiego muzeum od miasta, jednak we Wrocławiu nikt nie jest zainteresowany naszą historią – komentuje smutno prof. Januszewski. – Trudno i tak nie odpuszczę i nie ruszę się sprzed Politechniki, żeby schować zabytkowe statki w chaszcze, skazane na zniszczenie. Za dużo serca w to włożyliśmy – dodaje.