[ Może kiedyś też Polska będzie zarabiać na swoim położeniu. J.B.]
29.05.2017
Maciej Borkowski
W porównaniu z działaniami podejmowanymi w innych krajach, Polska to „dzikie pola”, gdzie minister od ochrony środowiska, nie konsultując niczego z ministrem od transportu, tak wytypował obszary chronione w ramach programu „Natura 2000”, że skutecznie zablokował, a przynajmniej utrudnił budowę dróg czy portów, o udrożnieniu rzek nie wspominając. To samo dotyczy potencjalnych miejsc lokalizacji przemysłu. Wystarczy prześledzić, jak bez ładu i składu powstawały u nas specjalne strefy ekonomiczne, które właśnie takie preferowane obszary miałyby stanowić. Składają się często z porozrzucanych po całym kraju skrawków, do których ad hoc dorzuca się kolejne. Istny patchwork! Nie widać w tym ani przemyślanej strategii, ani dbałości o sprawność zarządzania.
Mimo deklarowanego poparcia dla rozwoju bardziej ekologicznych gałęzi transportu, kolei i transportu wodnego, podejmuje się decyzje lokalizacyjne, które temu przeczą, jak choćby zezwalanie na budowę centrów logistycznych z dala od kolei i dróg wodnych. Infrastrukturalne inwestycje w poszczególnych dziedzinach transportu przypominają rozsypane puzzle z kilku różnych, na dodatek zdekompletowanych zestawów, których nijak nie da się ułożyć w całość. Kolejarze robią swoje, drogowcy swoje, a specjaliści od „żeglugi szuwarowej” przymierzają się do tego, by robić swoje. I efekty są takie, że nawet nowo zbudowane mosty, jak ten kolejowy, nad Martwą Wisłą w Gdańsku, mają zbyt małe prześwity, by mogły pod nimi przepływać wyżej załadowane kontenerami czy wielkogabarytowymi ładunkami barki. O tworzeniu intermodalnych węzłów transportowych (innych niż porty morskie), w których spotykałyby się trzy rodzaje transportu, nie słychać.
W takiej Austrii, z kilkunastoletnim wyprzedzeniem wiadomo, gdzie przebiegną obwodnice miast, drążone będą tunele, poszerzane koryta rzek i budowane ekspresowe drogi oraz linie kolejowe (nawet czterotorowe!) – i jak wszystko to łączyć się będzie w jedną wielką sieć logistyczno-transportową, kompatybilną z sieciami w krajach sąsiednich. U nas od lat trwa spór o to, w którym dokładnie miejscu jedna z głównych autostrad kraju omijać będzie stolicę. Inna, A4, dopiero niedawno zdołała dotrzeć do wschodniej granicy, ale kolejnych parę głównych arterii jest jeszcze niedrożnych, zwłaszcza na przygranicznych odcinkach, czyli tam, gdzie spotykają się z sieciami drogowymi państw sąsiednich.
Swoistym przykładem rodzimej polityki transportowej były priorytety budowy dróg w latach poprzedzających mistrzostwa Europy w piłce nożnej: imperatywem, któremu podporządkowano inne cele transportowe, było zbudowanie kilku odcinków dróg, łączących miasta, w których odbywały się rozgrywki. Czy tak powinien wyglądać transportowy „master plan” sporego kraju, położonego w centrum Europy?
Maciej Borkowski
publicysta dwutygodnika „Namiary na Morze i Handel”
Tekst wzięty z http://www.gospodarkamorska.pl/Porty,Transport/srodkowoeuropejski-patchwork.html