Pożar Mostu Łazienkowskiego – drugi już w jego historii oraz fakt trudności w jego gaszeniu, kuriozalny dla mnie fakt „pożyczania barki”, bo jednostka Straży Pożarnej była „świeżo malowana” (celowo przesadzam – była w przeglądzie) – zobligował mnie do napisania kilku słów na temat akcji kryzysowych na rzece.Abstrahuję już od tego, czy po jednym pożarze Mostu Łazienkowskiego w roku 1975 kuszono by ponownie losu, montując jakieś tandetne, drewniane pomosty – płonące jak pochodnia, bo nasączone łatwopalnymi środkami impregnującymi przeciwwilgociowo. Czy po nauczce sprzed 40 nie należałoby zmienić łatwopalne deski na pomosty metalowe – zwłaszcza, że służą onestaledo nadzorowania instalacji biegnących pod mostem?(więcej…)